Córka uwielbia redakcję

Zabieranie dziecka do pracy to dla mnie nic nowego. Pracuję w DZIENNIKU jako redaktorka i wychowuję ponadpięcioletnią córeczkę. Łucja chodzi oczywiście do przedszkola, ale jest ono otwarte do 17.30. Ja pracuję dłużej i w żaden sposób nie mogę tego zmienić. Nie zawsze też mam z kim zostawić małą po przedszkolu.

W efekcie raz, dwa razy w tygodniu odbieram Łusię z przedszkola i zabieram ze sobą do redakcji na ostatnie 3-4 godziny pracy. Córeczka gra wtedy na komputerze (umówiłyśmy się na nie dłużej niż 1,5 godziny), rozwiązuje zagadki w pisemkach dla dzieci, uczy się pisać, rysuje. Przybiega też co pewien czas do mnie, żeby coś mi opowiedzieć, o coś zapytać, albo pomaga przy zamykaniu numeru, biegając z korektą. Nauczyłam ją, że nie może nikomu przeszkadzać w pracy – jest już na tyle duża, że świetnie to rozumie. Żaden z szefów nie miał nigdy nic przeciwko dziecku w redakcji. Nikt z pracowników nie zgłaszał żadnych “ale”, wręcz przeciwnie, co pewien czas ktoś mnie pyta: “Kiedy Łutka znów nas odwiedzi?”.Nie widzę nic złego w tym, że córka przychodzi ze mną do pracy. Nie tak łatwo jest znaleźć miłą, wrażliwą, inteligentną osobę do opieki nad dzieckiem, z którą mała czułaby się dobrze. Zresztą, ile czasu wtedy zostałoby na moje kontakty z Łusią? Wiem, jak to wygląda, bo pracowałam też w gazecie, gdzie nie mogłam sobie pozwolić na zabieranie jej (była jeszcze za mała, a i moje zadania były inne). Efekt był taki, że nianie zmieniały się jak w kalejdoskopie, a z Lu widywałyśmy się rano między 7 a 8 i ewentualnie po powrocie z pracy, czyli między 8 a 9, o ile nie miałam dyżuru wieczornego i udało mi się skończyć na czas. Nasze kontakty ograniczały się więc do godziny czy dwóch dziennie – moim zdaniem to za mało, by wychowywać dziecko!W pracy, nawet jeśli jestem zajęta, Łusia zawsze może przyjść do mnie na chwilę – przytulić się, pochwalić rozwiązaną łamigłówką, pożalić, że coś jej nie wyszło. W drodze do pracy i z powrotem, którą pokonujemy autobusami, mamy czas, żeby porozmawiać, poopowiadać sobie, co działo się w tym czasie, kiedy się nie widziałyśmy, często czytamy też książki. Jeśli przez dłuższy czas nie zabieram Łucji do pracy, sama pyta, kiedy będzie mogła znów pójść. Dzięki temu mam bardzo dobry kontakt z córką i satysfakcję, gdy w dzień wolny Łusia budzi mnie rano, przynosząc zrobioną własnoręcznie gazetkę. Choć twierdzi, że wcale nie chce pracować w redakcji – woli zostać aktorką.

Natalia Syrzycka-Mlicka,
redaktorka DZIENNIKA

Więcej tekstów >>