Sezon białego szaleństwa

Idzie zima, a wraz z nią czas zjazdówek i biegówek, hokeja, snowboardu, skibobu, bobsleja i mnóstwa śnieżnych atrakcji. Alpejskie trasy kuszą, lodowce gościnnie udostępniają zbocza, ale ilu z was – przyznajcie się uczciwie – przygotowuje się do sezonu?
Co roku zimą mnóstwo połamanych nóg, rąk i poważnych urazów stawu kolanowego, a dużej części z nich można by uniknąć, gdyby poćwiczyć przed wyjazdem. I nie chodzi o wyczerpującą siłownię tydzień przed eskapadą (już samo to może spowodować nadwerężenie mięśni i stawów), ale o co najmniej dwa miesiące indywidualnie dobranych ćwiczeń – a więc trening personalny!

„Jestem batem nad głową”, śmieje się Adam Zarzycki, trener personalny i General Meneger Gravitan Health and Sport Club w Jankach. „Sam nie zawsze masz ochotę wyjść poćwiczyć, ale jak wiesz, że ktoś czeka specjalnie na ciebie w dobrze wyposażonym klubie – to zupełnie inna sprawa, to motywuje”. Trening dostosowany jest do indywidualnych potrzeb konkretnej osoby. Każdy, kto zdecyduje się na tę formę ćwiczeń – niezależnie od tego, czy będzie chciał nabrać kondycji, wyrzeźbić tors, trochę zrzucić – będzie miał pełną uwagę trenera, jego inwencję w umówionym czasie tylko dla siebie. „Kiedy ćwiczysz sam, nie możesz skorygować swoich błędów, nie do końca wiesz, jak prawidłowo wykonać ćwiczenie albo też nie robisz akurat tych ruchów, które powinieneś. Trener jest właśnie od tego: poprawi, urozmaici ćwiczenia i musi mieć taką wiedzę, żeby mógł pracować z każdym”, wyjaśnia Adam. „Poza tym coraz częściej zdarza się, że to nie tylko o trening chodzi – często pomagam dobrać dietę, układam grafik posiłków i zajęć sportowych, wiem, jakie suplementy warto przyjmować, bywa też, że wysyłam pana do lekarza, bo widzę, że same ćwiczenia tu nie pomogą”, wylicza.

„Fajne jest ćwiczenie razem – niektórzy tak właśnie wolą, bo widzą, że ja też się męczę, pocę, że to nie jest wcale łatwe, no i wtedy obaj widzimy efekty”, uśmiecha się. Z trenerem można ćwiczyć nie tylko na siłowni, ale można się z nim umówić na wspólne bieganie, rower, basen albo na wracający do łask i coraz modniejszy boks. „Nie żeby od razu na ringu, ale worki bokserskie, gruszki, skakanka niesamowicie rozwijają sprawność, refleks, mięśnie, a przy okazji odstresowują, relaksują wręcz”, uważa Adam. Trener z Gravitana opowiada też o tym, że zdarza mu się zaprzyjaźniać ze swoimi „podopiecznymi”: „Jak się robi coś razem, to i pogadać miło; widzę wręcz, jak ludzie nabierają do mnie coraz większego zaufania – polecają mnie dalej, wracają po jakimś czasie albo przyprowadzają znajomego, syna”.

Na trening personalny można się też z góry umówić we dwóch z kumplem od deski. Zaprawa będzie przyjemniejsza, ale jednak pod okiem profesjonalisty. „Ważne, że jestem, bo jak panowie przychodzą razem, to próbują się popisywać, biorą za duże ciężary, przetrenowują się – bo kumpel patrzy. Najczęściej wystarcza połowa tego, żeby sobie ładnie wyrzeźbił mięśnie”, cierpliwie tłumaczy Adam Zarzycki. I nie trzeba z trenerem ćwiczyć cały czas, bo to jednak nietania impreza (od 110 złotych w górę za godzinę indywidualnych zajęć), ale na pewno warto spotkać się kilka razy. Przy wyborze trenera nie warto jednak kierować się modnymi lokalizacjami i głośnymi nazwiskami – trzeba raczej sprawdzić wykształcenie, dowiedzieć się o doświadczenie danego trenera, poprosić o zajęcia pokazowe. „Dobrego trenera poznasz po tym, że już po kilku zajęciach zobaczysz efekty”, uważa Adam. „Bo trener nie musi być ani najsilniejszy, ani najszybszy, ani najlepiej zbudowany, ale musi wiedzieć najlepiej, co jest dla ciebie dobre”.

Może warto więc, zamiast wracać z Włoch czy Austrii z dobrą znajomością lokalnych oddziałów chirurgicznych i z perspektywą kilkutygodniowego „odpoczynku” z nogą w gipsie, szybko rozeznać się w rynku i umówić na pierwsze zajęcia.

Natalia Syrzycka-Mlicka

Więcej tekstów >>