Sukces ciągłej zmiany

To jasne, że aby odnieść sukces, trzeba mieć pomysł na biznes, ludzi do realizacji i pieniądze. Nie każdy jednak wie, że równie ważne mogą być zapał, upór i wieczne przeobrażenia.

Ekoenergia, miękkie meble, mobilny warsztat samochodowy – to tylko niektóre przykłady pomysłowości polskich przedsiębiorców, których liczba w naszym kraju wciąż rośnie (w 2009 roku w Polsce zarejestrowanych było ponad 3,8 miliona małych i średnich przedsiębiorstw). Jeszcze innym jest mariaż biznesu ze sztuką, coraz częściej spotykany w środowisku warszawskim, krakowskim, wrocławskim. Z jednej strony już na stałe w krajobraz dużych miast w Polsce wpisały się wielkie galerie handlowe, świetnie zaopatrzone we wszystkie niezbędne (i zbędne) produkty i kojające ludzki niepokój usługi. Z drugiej jednak część konsumentów tęskni za malutkimi sklepikami z klimatem, przytulnymi kawiarniami, przedmiotami, które mają duszę, lub niepowtarzalnymi ubraniami. To dla takich właśnie osób swój „Punkt” otworzyły w Krakowie Maja Kuczmińska i Monika Drożyńska.

Przeobrażenia

– Sklep z ciuchami to było moje marzenie. Dlatego powstał pierwszy „Punkt”. Założyłyśmy go w 2004 roku i początkowo był to sklep z moimi i przynoszonymi przez znajomych markowymi ubraniami z szafy – wspomina Monika, projektantka, absolwentka wydziału grafiki krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Przy okazji przeprowadzki w nowe miejsce zmieniła się także trochę koncepcja i w kolejnym „Punkcie” można już było kupić także ubrania projektowane i szyte przez Monikę: – Jeszcze wtedy powstawały ze zwykłych materiałów. Dopiero przy następnych przenosinach wpadłyśmy na pomysł, żeby używać materiałów niechcianych, ale to były pierwsze próby.

Od samego początku obowiązywał podział zadań – Monika zajmowała się projektowaniem i szyciem, a Maja stroną biznesowo-promocyjną interesu. Ich biznes to nie był zresztą tylko sam sklep; prowadziły w nim też kawiarnię i organizowały imprezy: terapeutyczne piątki, halloween, walentynki.

Nietypowy biznes

Pod czwarty adres sklepiku-kawiarni trafiły już tylko ubrania i dodatki zaprojektowane przez Monikę Drożyńską i uszyte z odzyskiwanych materiałów wykonane w limitowanych seriach, z certyfikatem unikatowości, gwarantującym ich niepowtarzalność. W 2007 roku, kiedy media zauważyły „Punkt”, Maja Kuczmińska, filmoznawca, wydawca i redaktor, mówiła: „Przywracamy rzeczy światu. Szyjemy ubrania z materiałów, które wyprodukowano, ale ich nie zużyto lub służyły czemuś innemu”.

– Wtedy powstała sukienka uszta z jednego długiego paska materiału, która – po rozpięciu – mogła służyć jako szal, piknikowa torba z linoleum, którą można było rozłożyć i służyła za „dywanik”, szalik odcinany, z metra (był nawinięty na wielką szpulę i można go było kupić tyle, ile się chciało) – wspomina Monika. Upcykling (czyli właśnie przetwarzania niechcianych materiałów, resztek) wynika z deklarowanej przez obie filozofii: „Chcemy stawić opór ogromowi rzeczy, które są niepotrzebne. Z tych przeznaczonych na śmietnik wydobywamy piękno, przywracamy je im”. – To są współczesne ubrania, ale nie powielamy tego, co pojawia się na rynku. I co ważne – to nie są ubrania, w które można się przebrać, w nie można się ubrać, to odzież codziennego użytku – dodaje projektantka.

Pracę Moniki Drożyńskiej doceniło jury konkursu International Young Fashion 2008 Award organizowanego przez British Council. Jako polska finalistka projektantka w lutym 2008 roku wzięła udział w London Fashion Week.

Zysk jako wartość dodana

Do Moniki Drożyńskiej zgłaszają się dziś z zamówieniami ludzie ze Stanów Zjednoczonych, Szwajcarii, z Austrii, Niemiec. W jaki sposób dowiadują się o „Punkcie” i jej projektach? – Nie reklamujemy się, nigdy tego nie robiłyśmy, bo informacja o nas od samego początku rozchodzi się drogą pantoflową – tłumaczy Monika. – Ktoś na ulicy zaczepia dziewczynę w bluzie z uszami i pyta, skąd ma taką rzecz i w ten sposób nowe osoby dowiadują się o „Punkcie”.

Kocha szyć ubrania i, jak sama mówi: – Pieniądze zawsze stanowiły dla mnie wartość dodaną. To nigdy nie była żyła złota ani moje główne źródło utrzymania. Ale to był sens mojego życia – dodaje. Jednak jako właścicielki sklepo-kawiarni musiały płacić podatki, ZUS i finansować całą masę przyziemnych potrzeb. I choć ubrania, które szyły, były wyjątkowe, niepowtarzalne, a wykonanie ich – mocno pracochłonne, mało kto rozumiał, dlaczego niektóre muszą kosztować nawet kilkaset złotych. – Wydaje mi się, że osoby, które kupują nasze ubrania, powinny wiedzieć, że wykonanie autorskiego projektu, od wymyślenia modelu, przez znalezienie materiału, po wykrój i szycie ręczne, kosztuje. Mimo wszystko często bywają mocno zaskoczone – uważa Monika. – To ciężka sprawa prowadzić taką działalność w Krakowie, a pewnie i w całej Polsce.

Kolejna odsłona

W 2010 roku butik, który miał wiele wcieleń i lokalizacji, przeniósł się całkowicie w świat internetu, prywatnych zleceń i marketingu szeptanego. – Teraz występujemy już tylko gościnnie, podczas różnych kiermaszy, imprez; nasza oferta się mocno zawęziła i „produkujemy” tylko pojedyncze wzory, najczęściej na zamówienie – mówi Monika Drożyńska. Twierdzi też, że formuła „Punktu” będzie się znów zmieniać. – Chciałabym otworzyć swoją własną pracownię, gdzie będzie zaprojektowany przeze mnie jeden model ubrań: modułowy, uniseks i w uniwersalnym rozmiarze – zapowiada. Szczegółów nie zdradza.

Natalia Syrzycka-Mlicka
Woman (1), Valkea Media



Więcej tekstów >>